Historie

» Pokaż wszystko     «Przegl. «1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 47» Dalej»     » Pokaz slajdów

Kopiec Kościuszki


Historia budowy Kopca Kościuszki

(pisownia jak w oryginale)

Marja Dąbrowska.

                                                         POMNIK Z ZIEMI

Było to w roku 1820. Cała ziemia polska została już podzielona między sąsiadów. Ale postanowiono, że Kraków ma pozostać wolny; sam Kraków i jego najbliższe okolice mają nie podlegać ani Rosji, ani Austrji, ani Prusom. Zostało pośrodku jakby malutkie ziarenko wolności w wielkim morzu niewoli. Było to akurat tyle ziemi, że starczyło, aby pogrzebać szczątki księcia Józefa i Kościuszki, dwóch ostatnich wodzów, którzy pamiętali Polskę, gdy była wielkiem państwem europejskiem.
    Było to akurat tyle miejsca, aby Tadeuszowi Kościuszce wystawić pomnik.
    Długo myśleli ludzie, jaki pomnik wystawić Kościuszce. Jaki tu pomnik postawić, aby był tak gorący, jak serce Kościuszki, tak zimny, jak stal jego szabli?
    Jaki tu pomnik postawić, żeby z niego biła miłość całego narodu?
    Komu powierzyć to dzieło wielkie? Gdzie się znajdzie rzeźbiarz, co potrafi wykuć posąg, tchnący obroną ojczyzny, miłością ludu, sprawiedliwością i walecznością średniowiecznych rycerzy?
    Myślał o tem cały rząd małej niepodległej Rzeczypospolitej Krakowskiej.
    Myślał o tem cały Kraków.
    Wreszcie Pan Wincenty Mądalski, wiceprezes trybunału krakowskiego, powiedział:- „Kto walczył za ojczystą ziemię, niech z ziemi ma pomnik. Łza żelazo trawi, na głazie osycha, a w ziemię wsiąka na zasiew przyszłości”.

    Młodzież już dawno śpiewała po ulicach piosenkę o kopcach Krakusa i Wandy, wołając, aby sypać trzeci kopiec dla Kościuszki. Każdemu się zdawało, że ta myśl jest wyjęta z jego serca.
    - „Budujemy Kościuszce pomnik z ziemi”, mówili ludzie, spotykając znajomych na ulicy.
    A znajomi odpowiadali: - „zawsze myśleliśmy, że taki pomnik najpiękniejszy”
    „Tak, tak. Pomnik z ziemi dla Kościuszki”, wołał cały Kraków.

    Złota korona z wieżycy Panny Marji zdawała się błyszczeć uśmiechem i przyzwalać. Jasnem słońcem letniej pogody, błękitem nieba, odbitego w oknach, przytakiwały mury królewskiego Krakowa.
    Rozniosła się ta wieść po całej Polsce. Niesłychana radość wstrząsnęła sercami wszystkich.
    Niech będzie błogosławiony Duch Polski, Ojczyzny naszej, który nas natchnął tak przecudnym pomysłem!
    Nie potrzeba rzeźbiarza, cały naród będzie rzeźbił pomnik Kościuszki. Wszystkie ręce polskie poniosą ziemię na jego kopiec.
    Ziemio, ziemio czarowna i kochana, ziemio ze wszystkich polskich pobojowisk, śpiesz, syp się, płyń z wodą do Krakowa – na kopiec Kościuszki!
    Miejsce na pomnik Kościuszki obrano pod murami Krakowa, z którego Kościuszko wyszedł dla ocalenia Ojczyzny. Jest tam w stronie Zwierzyńca wzgórze niewielkie. Idzie się do tego wzgórza drogą około starodawnego klasztoru panien Norbertanek. Mury klasztoru są sędziwe, ciche, złotawo – szare, dachy zielone od starości. Dalej w bok od klasztoru – zielone wzgórze Zwierzynieckie patrzy na Wisłę.
Dawniej, przed wielu wiekami, przychodziła na to wzgórze zakonnica Bronisława Odrowążówna. Patrzyła stamtąd na piękność świata i modliła się o jego szczęście. Nazwano później to miejsce górą świętej Bronisławy.
    Tu miał stanąć pomnik Kościuszki. Wybrano miejsce nawet z imienia godne tego, który bronił sławy.
    Dzień 16 października 1820 roku wyznaczono na rozpoczęcie sypania kopca.
    Na ten dzień zjechała się do Krakowa cała Polska.
Każdy chciał budować ten pomnik z ziemi. Każdy chciał grudką ziemi, rzuconą na górę św. Bronisławy, podpisać się, że gotów jest, za przykładem Kościuszki, walczyć o niepodległość Polski aż do śmierci – a nawet po śmierci.
    Dnie były pogodne, ciche, pełne złotych liści, spływających delikatnie z wyżyny drzew. Powietrze aksamitne, miękkie, powiązane jedwabnemi nitkami babiego lata.
W tej uroczej pogodzie snuły się po Krakowie tłumy ludzi, bryki, wasągi, półkoszki i wozy chłopskie, powozy kryte i katery. Wszystkie zajazdy były już pełne. Wszystkie domy krakowskich mieszczan przyjęły już gości z obu brzegów Wisły – miłych gości z całej Ojczyzny. Kto patrzył wtedy na Kraków, ten myślał: - „Gdzie są podziały i granice? Wszyscy Polacy znajdą się zawsze tam, gdzie idzie o Polskę”.
    Oto górale Karpat z orlą twarzą chodzą swobodnie i po hrabsku śród wielkich panów z pałacu. Oto Kościuszki żołnierze najpierwsi, krakowskie i kieleckie zuchy w jasnych i ciemnych sukmanach, pysznią się sobą na tym obchodzie. A tam spokojnie i milcząco spogląda dookoła kaszubski rybak znad Bałtyku, bronzowy na twarzy, żelazny w sercu. Litwini kroczą nieśmiało, ale zawzięcie i dumnie. Białorusini, kościuszkowi rodacy najbliźsi, pochylają jasnowłose poetyczne twarze do płowych Mazurów, którzy cieszą się jednakowo wszystkiemu, co przynosi życie. Wielkopolanie karnie i bez gwaru szykują się w szeregi. Drobna szlachta łomżyńska, przyodziana jeszcze w szare kontusze, krąży dookoła zajazdu, a sławny strzelec, Kurpik, chodzi tu i tam po tłumie, jak po swojej Myszynieckiej puszczy – on, puszczak, straszny dla nieprzyjaciół ojczyzny.

               Ranek 16 października.
    Wieże Krakowa nurzają się jeszcze w chłodnej blado - błękitnej mgle. Nagle zadzwoniły dzwony na jutrznię. Wtedy w cichem powietrzu rozległ się pierwszy wystrzał armatni. Biły działa na górze św. Bronisławy. Radosny był ten huk armat, gdy padał tak dźwięcznym basem w poranną mgłę. Przypomniał walkę, obronę ojczyzny i męstwo narodu.
    A tam we mgle ciągle śpiewały dzwony.
    O dziesiątej rano rozpoczęła się zbiórka przy senacie Rzeczypospolitej Krakowskiej, koło kościoła św. Piotra.
    Wszyscy ustawili się przed starymi żołnierzami Kościuszki. Szli wyprostowani, jedni siwi, ale młodemi oczyma patrzący wdal, a inni ledwie w sile wieku. Ci służyli pod Kościuszką, mając trzynaście i czternaście lat. Wszyscy mieli sukmany białe, czapki z piórem, pasy z Orłem i Pogonią.
    To ludzie, co pamiętają Polskę niepodległą, co pamiętają Polskę co była dumnem mocarstwem Europy.
    Formuje się ogromny, wielotysięczny pochód. Wypełnia ulicę Grodzką.
    Nagle tłum rozwarł się z okrzykiem. We Florjańskiej bramie ukazał się wóz, ustrojony dębiną. Na nim urna z marmuru, a w urnie ziemia z pod Racławic.
    Ci, którzy stoją blisko, czytają głośno napis: „ziemia racławicka ze szczątkami rycerzy polskich, poległych 4 kwietnia 1794 r.,, sprowadzona do Krakowa 16/X 1820 r.”.
    Przed wozem idzie Jakób Czermiński, były adjutant Kościuszki, w sukmanie z odznakami swej rangi wojskowej. Młot i oskard saperski trzyma w dłoni. Oficerowie gwardji krakowskiej otaczają go półkolem.
    Przed główną wartą rozlega się komenda: „Baczność! Prezentuj broń!”.
    I warta prezentuje broń przed racławicką ziemią. Pochód rusza z Florjańskiej przez Wiślną ku Zwierzyńcowi. Już minęli klasztor Norbertanek. Już widać górę Zwierzyniecką z jej szczytem świętej Bronisławy. Rozsypują się wszyscy po jej stokach.
    Od wejścia w aleję lipową aż do polowego ołtarza na górze milicja krakowska utworzyła szpaler.
    Rozpoczyna się uroczysta msza polowa. Duchowieństwo, rząd Krakowa, profesorowie Akademji w barwnych strojach i togach dostojnie otaczają ołtarz.
    Dym z trybularzy leci w błękitne niebo i napełnia powietrze słodkim niedzielnym aromatem.
    Cechy rzemieślnicze wystąpiły ze swemi chorągwiami. Chwieją się ich proporce na lekkim wietrze, jak wielkie liście czerwone, złote i brunatne.
    Gdy msza się kończy, uderza w niebo pieśń. W chórze śpiewa sławna włoska śpiewaczka, pani Catalani. Jej cudny głos wzbija się nad inne. Daleki zagraniczny świat zdaje się składać hołd wielkiemu synowi Polski.
    Przebrzmiało.
    Najpierw nie było nic słychać. Potem wybił się ponad ciszę głos generała Paszkowskiego, przyjaciela i krewniaka Kościuszki. Nie wszyscy słyszą, co mówi, lecz wszyscy usłyszeli, gdy powiedział: „Nic droższego nad niepodległość”.
    I wszyscy powtórzyli te słowa.
Kiedy przebrzmiały mowy, zawarczał bęben. Brzmiał tak długo, że ludzie zaczęli się oglądać – gdzieś hen ku Wiśle, to znowu w stronę sinych Tatr. Zdawało się wszystkim, że zaraz ruszą zwartym szeregiem i marszem wojskowym naprzód. Że zaraz usłyszą komendę.
A wtem, jak zgiełk ataku, buchnęła muzyka: „Jeszcze Polska nie zginęła”, a prezes senatu, hrabia Wodzicki, włożył w ziemię urnę, zawierającą opis życia i portret Kościuszki.
    Na szczycie wzgórza chwiała się lekko wysoka sosna, koło której mieli równo usypywać ziemię. Świeciła jak maszt okrętowy.
Hrabia Wodzicki ujął rydel, lecz pierwszą garść ziemi ustąpił cudzoziemce, pani Catalani. Jej ręce rzuciły pierwszą grudę ziemi na pomnik Kościuszki. Przez nią daleka Europa składa ukłon głęboki polskiemu pomnikowi Bochatera.
    Potem sypali przedstawiciele rządu, duchowieństwa, Akademji.
    A potem sypali wszyscy. Muzyka grała marsza księcia Józefa Poniatowskiego: „Do broni, bracia, do broni!”.
    I nie jednemu się zdawało, że buduje fort i szaniec obronny dla Ojczyzny.
    Olbrzymia praca tysięcy Polaków trwała aż do zmroku. Wieczorem rozpoczęty kopiec Kościuszki zajaśniał ogniem i rakietami. Po chwili zapłonęły dwa kopce sąsiednie, od wieków tu stojące: Wandy i Krakusa, świetnym płomieniem. I tak paliły się długo w noc te trzy szczyty, rękoma Narodu wzniesione.
    Przez trzy lata codziennie od wiosny do jesieni po stu ludzi pracowało przy sypaniu kopca Kościuszki.
    Jedni sypali ziemię, drudzy ją ubijali. W samem mieście, gdy okna były pootwierane, słychać było z kopca Kościuszki miarowy łoskot młotów, bijących w ziemię, i głos ubijaczy: Raz, dwa, trzy, cztery, stój! Raz, dwa, trzy, cztery, stój!
    Z całej Polski zwożono ziemię na pomnik wodza. Hrabia Raczyński przysłał ziemię spod Dubienki, gdzie bił się Kościuszko w 1792 roku. Wojewodzina Małachowska dostarczyła ziemi spod Szczekocin, gdzie zginął generał Wodzicki w powstanie Kościuszki. Izabela ks. Czartoryska galarem Wisłą pod wodę nadesłała ziemię spod Maciejowic, gdzie Kościuszko został wzięty do niewoli rosyjskiej.

    Po trzech latach kopiec Kościuszki skończono. Zasiano go trawą i krzewami. Wybudowano krętą drogę na sam szczyt. Na tym szczycie, na granitowym kamieniu jedno słowo: „Kościuszce”.
    Z tego szczytu widać z jednej strony Kraków, śpiewający wieżami kościołów, Wawel i Wisłę.
Nad Wisłą pośród topoli bieleje droga. Tą drogą jechał na czele resztek wojska polskiego książę Józef Poniatowski, kiedy ostatni raz opuszczał Polskę, by iść za Napoleonem pod Lipsk. Z drugiej strony stoją daleko na horyzoncie granitowe Tatry.
   

   Są wielcy ludzie, co mają pomniki z żelaza. Inni mają z kamienia, ze spiżu, z marmuru. Dla Kościuszki nie wystarczył nam jeden metal lub kamień. On ma pomnik ze wszystkiej ziemi Polskiej.
    Jest w nim żelazo, i kamień, i spiż z resztek kul armatnich, i marmur, i gleba, która karmi naród, są piaski, gliny i czarnoziemy.
I jest jeszcze coś, czego nie ma żaden bohater w swym pomniku: jest krew i są kości żołnierzy poległych za niepodległość Polski.
    Z pomnika tego bije na całą Polskę nieustający rozkaz: „Na ramię broń! Walcz, póki Polska nie będzie wolna, silna i szczęśliwa”.



» Pokaż wszystko     «Przegl. «1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 47» Dalej»     » Pokaz slajdów