Historie

» Pokaż wszystko     «Przegl. «1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 47» Dalej»     » Pokaz slajdów

Zesłanie na Syberię Porfirego Ważyńskiego




Informacje o Porfirym Skarbku Ważyńskim zaczerpnięto z trzech źródeł:
I. Pamiętniki Szumskiego
II. http ://kikonline.ru, autor: Anatoli Kuźmin Na język polski przetłumaczyła Halina Maria Warzyńska, starając się jak najdokładniej zachować treść dokumentu.
III. "Powiat Oszmiański" Czesława Jankowskiego


I. Z pamiętników Szumskiego


"Siedział w Wilnie w więzieniu, w łańcuchy okuty, Porfiry Ważyński, dość zamożny obywatel, hulaka i gracz w karty. Trzymał on trzy stacje pocztowe od Wilna do Oszmiany. Stacje takie były pod zawiadywaniem marszałków, którzy dawali świadectwa dzierżawcom pocztowym na pobieranie z Izby Skarbowej pieniędzy, przypadających im za świadczenia, nie inaczej wszakże, jak po zrewidowaniu stacyj, czy są w należytym stanie. W czasie powstania na Żmudzi, Ważyński zgrawszy się w karty, potrzebował pieniędzy, należnych mu za pocztę, a z wydaniem których wstrzymywałem się, wiedząc, że stacje jego nie są w zbyt dobrym porządku. Pewnego wszakże dnia, kiedy powstanie coraz więcej się szerzyło, przychodzi on znowu do mnie prosić o pieniądze, których mu znowu odmawiam. Wówczas on powiada: "Słuchaj, marszałku, wiem że masz znaczenie w powstaniu i że będziesz może już wkrótce mnie potrzebować. Komunikacje między Petersburgiem a Wilnem wszędzie przerwane, jedynym tylko traktem oszmiańskim jeszcze idą. Każ mi tylko zdjąć konie z poczty, a wnet je oddam Przeździeckiemu, już podnoszącemu powstanie koło Oszmiany. Kilkadziesiąt koni mu przybędzie i komunikacja się przerwie, ale daj zaraz asygnatę na wzięcie pieniędzy". Nie długo wahając się, dałem mu żądaną asygnatę i wkrótce przez wysłanego przeze mnie Klukowskiego, kazałem skasować pocztę. Sprawił się dobrze Ważyński i złączył się z Przeździeckim, który wkrótce potem, przez Wiersilina pobity, krył się w leśnych okolicach Oszmiany. Ważyński uległ podobnemu losowi, ale przypadkiem wykryty i przez kozaków schwytany, jako ważny winowajca w kajdany okuty i do Wilna przywieziony został. Tutaj na badaniach, włócząc się u stóp badających, błagał o przebaczenie, całą winę na mnie zwalając, jakoby wszystko z mojego rozkazu robił. Szczęściem, że Obreskow, dobrze dla mnie usposobiony, a zasiadający w tej komisji, poufnie mnie przestrzegł, że będę badany i z Ważyńskim konfrontowany. "Jeśli chcesz obronnie wyjść, - mówił - zaprzeczaj wszystkiemu". Jakoż nazajutrz w nocy wzywają mnie na komisję, która odbywała się w domu Lachnickich. Dołhoruki, jako prezydujący, czyta mi oskarżenie Ważyńskiego. Zadałem fałsz tej denuncjacji, ale kazano przyprowadzić Ważyńskiego dla powtórzenia mi tego w oczy. Wprowadzają go okutego w łańcuchy na rękach i nogach, a ten, stojąc przedemną, w oczy mi wszystko wypalił. Uniosłem się gniewem na tak podłego człowieka, który dlatego że sam ginie, chce i innych pociągnąć za sobą. Kłamstwo mu więc zadałem, dowodząc, że jest podłym człowiekiem iże tego co mi zarzuca, dowieść nie może, i że jego jednego świadectwo jest niedostateczne. A on w odpowiedzi na to rzekł: "Wezwijcie Klukowskiego, który mi ten rozkaz przywiózł, a przekonacie się o prawdzie". SZCZĘŚCIEM, że Klukowski był wyszedł z powstaniem, a więc komisja, widząc, ze nie ma innych dowodów, mnie uwolniła, a jego na katorgę osądziła, lecz niezadowolony tem, ten łotr z więzienia jeszcze i wszędzie po drodze zawsze mnie oskarżał gubernatorom. SZCZĘŚCIEM, że Obreskow, wysyłając go na katorgę, dał wiozącemu go oficerowi ukaz, mało komu znany, że raz zdekretowany człowiek nie ma już wiary i nie może próśb żadnych podawać. Jednakże i z Syberji, słyszę, posyłał swe prośby, zawsze bez skutku zostawione".

Ile prawdy zawarł Stanisław Szumski w swoim pamiętniku, zapewne nigdy się nie dowiemy. Z uwagi na to, iż wielokrotnie podpiera się brakiem pamięci, nie możemy dać całkowitej wiary w to, co przekazał potomnym. Przytoczony dialog między nim a Ważyńskim zapewne i zatarł się w pamięci, i zostały zmieniony tak, by Ważyńskiego oczernić i postawić w jak najgorszym świetle. Szumski, z racji swoich znajomości, mógł czynić starania o złagodzenie kary dla Porfirego. Czy starania przyniosłyby skutek? Nie wiemy. Czytamy natomiast, że autor pamiętnika zadbał o to, by Ważyński nigdy nie miał możliwości do obrony i oczyszczenia się z zarzutów oddania stacji oraz powrotu do Ojczyzny.
W wielkim błędzie był Stanisław Szumski, twierdząc, że był "dobrym Polakiem". I dzisiaj mamy tzw."dobrych Polaków", którzy zdradzają Ojczyznę. Ten, przez wielu nielubiany człowiek, wysługiwał się zaborcy i dbał jedynie o własne dobro i interesy.To za jego wielkim staraniem Porfiry Skarbek Ważynski przeżył na wygnaniu gehennę

Kilka cytatów z pamiętnika, które przybliżą postać Szymskiego.

(...) ze stolicy przysłano Obreskowa, który był dla mnie z wielką przyjaźnią, bo też wszystko, co tylko przez władze było nakazane, piorunem spełniając, okazując im niby lepsza wolę (...)
za taką moja sprawność, Chrapowicki mnie lubił i przedstawił do orderu św. Anny drugiej klasy (order przyznawany za zasługi dla władzy)(...)
(...)W 1824 roku dla zachowania munduru kamerjunkra (kamerjunkier - w XVIII i XIX w.: młodszy szambelan dworu w Rosji i na dworach książąt niemieckich) zapisałem się do kancelarji Korsakowa, bo wyszedł był ukaz, że kto nie służy nigdzie prawa do tego munduru nie ma(...)ale dlatego, ze na wsi między kucami sądowymi, a w mieście między czynownikami zawsze mundur imponował...
(...)Król nasz, prawdziwy chevalier sans peur et sans reproche, przy najlepszym sercu nadzwyczaj popędliwego był charakteru, bo głowę tracił i dla tego to Belliard był mu dodany przez cesarza, jakiem to wyżej powiedział...
(...)Tak tedy dla przyjaźni zostałem z Sokolnickim marząc o świetnej przyszłości...
(...)Gorzko zapłakałem, słysząc, żem w niewoli, bo zawsze lękałem się tego najbardziej...,

Szumski otrzymał 16 grudnia 1815 dymisję na własną prośbę w stopniu kapitana służby francuskiej, którego stan służby dla wypadków wojennych nie jest wiadomy. (Akta Komisji Rząd. Wojny. Vol. 3057 - w Archiwum Akt dawn. w Warszawie).

II. Gehenna Zeslańca


autor: Anatoli Kuźmin
http ://kikonline.ru
Na język polski przetłumaczyła Halina Maria Warzyńska


W dzienniku zesłanego do Kurganu dekabrysty Wilhelma Kiuchelbeker z 1845 r. jest lakoniczny wpis:
"W dniu 21 września. Przeniosłem się do własnego domu i na dodatek jestem chory.
22 września. Filtrował u mnie Ważyński nalewkę i między innymi opowiadał swoją historię: to cała powieść, w której pułkownik Sebastianow, zabity później pod Warszawą, odegrał wielką rolę".
Prawdopodobnie rozmowa była pasjonująca i szczera, ale niestety, szczegółów jej nigdy nie poznamy. Ale kim był rozmówca Kuchelbeckera, z kim zhańbiony poeta mógł rozmawiać tak serdecznie?

Wygaszone ognisko

Porfiry Ważyński urodził się w 1791 roku. W młodym wieku, jak wielu Polaków, brał udział w wojnie 1812 - 1815 roku po stronie Napoleona. Minęło ledwie piętnaście lat - i znowu wziął broń do ręki.
Ważyński był dziedzicem - szlachcicem, przed rozpoczęciem powstania mieszkał w Oszmiańskim powiecie wileńskiej guberni.
W akademickiej trzytomowej "Historii Polski" te wydarzenia opisano w następujący sposób:
"W Wilnie pod koniec 1830 r. powstał tajny, dziewięcioosobowy komitet powstańczy utrzymujący kontakt z Warszawą. Plan komitetu polegał na tym, żeby wzniecić bunt we wszystkich powiatach litewskich i białoruskich prowincjach. Przygotowanie powstania jednakże przeprowadzano bardzo powoli i chaotycznie. Brakowało broni i pieniędzy. Lokalna szlachta unikała udziału w organizacji powstania, przyglądała się, oczekując dalszego biegu wypadków.
W skład powstańczego ruchu wchodziły kadry drobnej szlachty, oficjaliści (niżsi urzędnicy), szlachecka inteligencja i ucząca się młodzież - studenci. Chłopi mobilizowani byli według przydziału: jeden pieszy z dwóch (lub więcej) dymów (gospodarstw) i jeden konny z dziesięciu dymów. Przymusowo zmobilizowani białorusini i litewscy chłopi byli bardzo słabym i niestabilnym kontyngentem powstańczych oddziałów: sami ziemianie często unikali mobilizacji, obawiając się szczególnie dużego stężenia mas chłopskich. Zwrócenie się do chłopów o pomoc, nie podtrzymaną żadnymi realnymi propozycjami na ich korzyć, nie mogło dać rezultatów.
Bardziej aktywne było chłopstwo na Żmudzi, gdzie jeszcze w lutym 1831 roku nastąpił spontaniczny zryw pod wodzą szlachcica Borysiewicza i chłopa Giedrymasa. 26 marca duży oddział powstańców zajął miasto Rosienie. W ślad za tym rozpoczęły się rozruchy w innych powiatach. Wszystko to działo się wbrew dowództwu Wileńskiego komitetu. Powstańcy zamierzali zająć Wilno żeby zakłócić komunikację między Petersburgiem a Królestwem Polskim. Ale próba zajęcia Wilna nie powiodła się. Na początku maja powstańcze ruchy na Litwie upadły.
Jednak polscy komendanci nie porzucili myśli wznowienia operacji na wschodzie. 29 maja 1831 r. oddział 700 ludzi, dowodzony przez generała Chłapowskiego, przybył na Litwę. W ciągu trzech dni do Litwy przybył 11 tysięczny korpus generałów Giełguda i Dembińskiego, odcięty od Królestwa po bitwie pod Ostrołęką. Przybycie wojsk zachęciło szlachtę, powstańczy ruch wznowił się. Dowodzenie wszystkimi siłami wziął na siebie generał Giełgud. Ale plan zdobycia Wileńszczyzny, to znaczy zrealizowanie operacji o ważnym znaczeniu wojenno – strategicznym, upadł.
Rosyjskie dowódco miało czas by ściągnąć do miasta znaczne siły, a (według zeznań przywódców powstania), w powstańczych oddziałach zaczął pojawiać się "krytyczny niedobór ludzi". Giełgud wycofał się z Wilna na zachód - do Prus. To był początek kompletnego zamieszania. Chłapowski demonstracyjnie nie usłuchał Giełguda. Między regularnymi wojskami i powstańcami narastały różnice. Nowo przybyli powstańcy nie chcieli przyłączyć się do regularnych jednostek wojskowych. Po nieudanej próbie ataku na Szawle, Dembowski postanowił wycofać się ze swoim oddziałem do Warszawy. Generałowie Chłapowski, Giełgud i Roland rozdzielili się i ruszyli w kierunku granicy pruskiej, unikając starć z wojskami rosyjskimi. W lipcu przekroczyli granicę Prus. W śród żołnierzy i oficerów panowało oburzenie. Jeden z oficerów, kapitan Skulski, zastrzelił Giełguda. Znaczna część szlachty, w miarę zmniejszania się wojska, w pośpiechu uciekała do swoich majątków. Chłopi byli rozpuszczani do domów lub zostawieni samym sobie, rozchodzili się. Powstanie w Litwie dopalało się"

Miłosierdzie Władcy

Co się stało z Ważyńskim? "Za wspólną działalność w buncie, uczestnictwo z przyjęciem od złoczyńców tytułu naczelnika i pierwszego dowódcy buntowniczego komitetu, kradzież państwowych i prywatnych kwot i inne przestępstwa o najwyższej szkodliwości, potwierdzone przez dowodzącego I-szą Armią, pozbawiony szlacheckiej godności" i przydzielony do katorżniczych prac. Innymi słowy feldmarszałek Paskiewicz skazał a car Mikołaj I zatwierdził.
Z oficjalnego listu urzędu wykonawczego gubernatora Tobolskiego, przewodniczącego rządu prowincji, Wasyla Kopylowa (napisanego 1 grudnia 1834 r), znamy powód zesłania Porfirego Ważyńskiego na 20 lat katorgi w Kurganie.: "Przybył do Tobolska 15 sierpnia 1832 roku ciężko chory i do 20 października przebywał w strzeżonym szpitalu. W tym też czasie wydano mu zaświadczenie, na podstawie którego uznano, iż jest on całkowicie niezdolny do pracy. To dało podstawę do zastosowania "paragraf 198 - Ustawa o zesłańcach", zaliczenia go do kategorii niezdolnych do pracy zesłańcach do guberni w Tobolsku". Zachował się opis wszystkich ciężkich fizycznych schorzeń u chorego, z którego to opisu bezspornie wynikało, dlaczego Ważyńskiemu złagodzono karę: "wzrost - 2 arszyny 6 wierszkow, (169 centymetrów - A.K.), ma bezwładną prawą rękę, przemieszczoną w łokciu, bezwładność nastąpiła wskutek ciężkiego złamania i nieprawidłowego zrośnięcia się, nerwowy nieustający ból w prawej nodze i lekki bezwład lewej od uszkodzenia na skutek postrzału kości biodrowej...".
W "Biuletynach państwowym i politycznym przestępców" sporządzonych w 1849 roku, wskazano datę przyjazdu Porfirego Ważyńskiego do Kurhanu - 28 pażdziernika 1832 roku. Przesiedlenie pięciu gospodarczych przestępców z Tobolska do Kurhańskiego okręgu, poprzedzały rozkazy najwyższego Monarchy imperatora, skierowane do generał - gubernatora Północnej Syberii poprzez generał - adiutanta hrabiego Czernyszowa 23 pażdziernika. Koledzy Ważyńskiego po nieszczęściu - to następujący uczestnicy powstania: Cyprian Woroniecki, Ignacy Czarpiński, Kajetan Zakrzewski i Franciszek Czerniecki. Kajetanowi Zakrzewskiemu i Porfiremu Ważyńskiemu nakazano osiedlić się w Smoleńskiej gminie, jednak z uwagi na "bliskie położenie tych miejscowości", oni, oraz pozostali zesłańcy, zamieszkali w Kurganie.
Porfiry Michajłowicz żyje w mieście samotnie, przeważnie przebywa w swoim mieszkaniu, "zatrudnia jako kucharkę Polkę zesłankę, Magdalenę i chorobą oszpeconego, z własnej woli przychodzącego z matką, zesłanego na Sybir, chłopskiego syna, Mateusza." (Z uwagi na budowę tego zdania oraz brak znaków interpunkcyjnych, tłumaczenie może być niedosłowne.) " Ważyński z domu wychodzi bardzo rzadko i do swoich tylko przyjaciół, przestępców państwowych.

Podejrzenie

Na Syberii zaczęto mówić o tak zwanej "Omskiej sprawie" - przygotowaniu do zbrojnego spisku uczestników polskiego powstania, pełniących służbę w specjalnym Sybirskim korpusie. Dekabrysta Andrej Jewgieniewich Rozen w swoich wspomnieniach pisze: "Pod koniec 1834 roku doniesiono na polskich zesłańców, że na Syberii zakładają nowy spisek, inicjatorem nazywali Puławskiego. W związku z tym dla śledzenia sprawy, z osobistej świty jego cesarskiej mości został przysłany generał Musin-Puszkin, pełniący służbę w Pułku Huzarów Jego Wysokości (lejbgusar). Na szczęście wybór padł na człowieka szlachetnego i prawdomównego. Podejrzanych było kilka osób wśród moich towarzyszy, ale sprawa szybko się wyjaśniła, oskarżeni zostali uniewinnieni".
Początkowo sprawa przyjęła bardzo poważny obrót. l6 października l834 roku pułkownik żandarmerii Masłow napisał do generała - gubernatora pismo, w którym przedstawił poważne oskarżenia obwiniające byłego powstańca. Jego zaniepokojenie było oparte na informacjach od drugiego zesłańca, Kajetana Zakrzewskiego : "Mieszkający początkowo razem z nimi Zakrzewski opowiadał, że Ważyński w czasie minionej francuskiej kampanii, był przy Napoleonie wykonawcą srogich i ciężkich dla człowieka rozkazów, utrzymuje ze swoimi rodakami, gdzieś, na Syberii, korespondencję i, otrzymawszy, niszczy ją natychmiast; oczekując łaski monarchy, 30 sierpnia wspominał, że jeśli nie będzie, to trzeba przyjąć inne sposoby, ale jakie i na czym powinny polegać, nie wskazywał." Krótko mówiąc i pułkownik i jego informator za wszystkie możliwe grzechy, obwiniali Porfirego. Masłow powiadomił, że Ważyński zajmuje się niewiadomą korespondencją, a przede wszystkim odpowiedzi na przychodzącą do niego z Sybiru korespondencję, wysyła osobiście. Wszystko to jest bardzo podejrzane.
Kajetan Zakrzewski również był uczestnikiem Polskiego Powstania. Pochodził z Wołynia, a majętności Zakrzewskich znajdują się w powiecie łuckim. W Wojsku Polskim Kajetan, dosłużył się stopnia kapitana, a następnie zrezygnował ze służby. W listopadzie 1831 roku, kiedy w jego kraju zaczęły się rozruchy, Zakrzewski wraz z kompanią Bogdanowicza, wziął udział w pochodzie na Kowel. Na podstawie potwierdzenia tego samego dowodzącego pierwszą armią (dokument 24 października 1835 roku zatwierdził swoim podpisem rosyjski imperator Mikołaj I), zesłany na Sybir z utratą tytułu, praw własności i majątku. W Kurganie to on osiedlił się jako pierwszy z Polaków 3 stycznia 1832 roku.
Dlaczego Zakrzewski postanowił "spalić" towarzysza nieszczęścia? Z pewnością przyczyn nie możemy ocenić. Niewykluczone że powodem były ich relacje osobiste. Należy wziąć pod uwagę i inne: jakiekolwiek wyolbrzymienie cudzej winy, prowadzi do pomniejszenia swojej osobistej. Bezspornym jest, że wśród zbrodni kurgańskich Polaków, przestępstwa Ważyńskiego przeciw Rosyjskiemu imperium, były najpoważniejsze. 20 lat katorgi nie dają bez powodów. Przypomnę, pobyt Porfirego Michajłowicza w Tobolskiej guberni okazał się dla niego pomocnym zgodnie z przysłowiem "nie było by szczęścia, ale nieszczęście pomogło"
Jednakże po opisanych zdarzeniach minęło sporo czasu, zanim Kajetan Zakrzewski wrócił z Syberii do "gubernialnych miast środkowej Rosji". Dopiero 31 grudnia 1843 roku otrzymał pozwolenie na powrót do ojczyzny. 30 stycznia następnego roku wyjechał z żandarmami do Kijowa.

Porfirego Ważyńskiego wziął pod swoją opiekę kurgański horodniczy. 22 listopada 1834 roku napisał on doniesienie do pełniącego obowiązki cywilnego gubernatora w Tobolsku, dokument ten został następnie wysłany do Omska. Oto o czym informuje horodniczy: "Po przeprowadzonym przeze mnie tajnym i starannym rozpoznaniu, w zachowaniu zesłańca Ważyńskiego nic podejrzanego nie stwierdziłem. Żyje on cicho, skromnie i przyzwoicie.
W czasie mijającego lata w większości zajmował się swoim ogrodem z drzewami owocowymi, a jesienią, zbiorem tychże owoców. Następnie kupił kilka sztuk rogatego bydła, sam je zarzynał i w dni targowe sprzedawał wołowinę, a ze słoniny robił i nadal robi świece i sprzedaje je potrzebującym detalicznie. Z tego żyje.
Przebywając w swoim mieszkaniu, żadną korespondencją nie zajmuje się, do czego zupełnie i żadnej zdolności nie ma, ponieważ niejednokrotnie zdarzyło mi się widzieć, że on pisał przez kilka dni, jeden list do żony do kraju, i ledwie jako tako ten list sklecił. Podobnie i ze swoimi rodakami tutaj w Syberii nie prowadzi żadnej korespondencji, i z wyjątkiem pism otrzymywanych od władz nic nie czyta, i dlatego wyżej opisane podejrzenia i plotki na temat jego, Ważyńskiego, dochodzące do Jego Ekscelencji pana przewodniczącego Rady Głównego Zarządu Zachodniej Syberii są niesprawiedliwe".
Z tego sprawozdania wynika, że kurgański horodniczy często spotykał się z Ważyńskim, odwiedzał go w domu. Prawdopodobnie, okaleczony zesłaniec budził w nim współczucie, przecież ani jedno z podejrzeń pułkownika żandarmerii policji nawet pośrednio w założeniach, nie potwierdziło się. To nic dziwnego: horodniczy, podpułkownik Fiodor Iwanowicz Burdzienkiewicz sam pochodził z polskiej szlachty, więc był rodakiem współwyznawcą i prawie rówieśnikiem Porfirego Michajłowicza. Jednakże my nie mamy dostatecznych podstaw, żeby posądzać go o kłamstwo i zdradę obowiązków. Był pobłażliwy - tak, miłosierny - a dlaczego nie?.

Towarzysze wygnania

Stopniowo Porfiry Ważyński przyzwyczajał się do życia w nieznanym mu mieście. Tym bardziej, że w 1835 roku przeniesieni byli tutaj: zesłaniec Julian Rościszewski, następnie Eustachy i Roman Chełmińscy, później - Kazimierz Rościszewski. Nie tylko ludzie o tych samych poglądach, ale również krewni Ważyńskiego. Ogólnie w Kurganie od 1832 do 1857 roku znajdowało się 16 polskich politycznych zesłańców pochodzenia szlacheckiego. Ponadto, w tej kalekiej kompani służyli powstańcy niższych klas.
Dekabrysta Andrzej Ewgieniejewicz Rozen opowiadał w swoich pamiętnikach: "Oprócz moich towarzyszy w Kurganie mieszkało kilku zesłanych Polaków za powstaniu 1830 roku: Ważyński, Rajewski, książę Woroniecki...Oni godni byli żalu i współczucia, w szczególności ci, którzy cierpieli nie za prześladownie, a tylko za podejrzenie, że oni przyjmowali u siebie emisariuszy lub dawali im swoje konie...Któremu z nich pozwoliło zdrowie, to polował - ulubiona rozrywka Polaka...Na opustoszałych uliczkach Kurganu, często słyszany był śpiew lub pogwizdywanie narodowych polskich pieśni.
3 Maja zbierali się u siebie uroczyście i świętowali pamięć Kościuszki..."
Porfiry Ważyński, jak i inni Polacy, odwiedzał gościnny dom Naryszkinów, żył w przyjaznych stosunkach z Rozenem, Nazimowem, uczestniczył w odprowadzaniu dekabrystów na Kaukaz 21 sierpnia 1837 roku. N.I. Łorer wspominał: "Biedni Polacy, chodzili smutni po mieście, przeczuwając, że bez nas oni będą osieroceni...Na pierwszej stacji jeszcze raz byliśmy poruszeni objawami ogólnego współczucia. Wszyscy towarzysze naszego wygnania, Polacy, wyjechali wcześniej, aby odprowadzić nas, i poczęstowali nas kolacją pierwszy i ostatni raz, ponieważ, na pewno my z nimi nie zobaczymy się na tym świecie."
Porfiry Ważyński jeszcze długo przebywał w Kurganie. Dopiero w 1856 roku uczestnicy powstania lat 1830 - 1831 zostali objęci amnestią. Porfiry Ważyński opuścił Kurchan jako ostatni z zesłańców, 12 lutego 1857 roku. Tak więc, on przebywał w Kurganie więcej, niż kto inny z państwowych przestępców, - bez mała ćwierć wieku.

III. Po powrocie do Ojczyzny


"Powiat Oszmiański"
autor: Czesław Jankowski


Dziedzic Olan, na Syberji przebywając, uczynił ślub, że jeśli go Bóg w rodzinne strony powróci, tedy kaplicę w Olanach wystawi. Jakoż za łaską Monarszą do kraju wrócił i z wotum swojego się wywiązał. Kaplica atoli nie istniała długo; zamknięto ją 1863 r.; dziś pustkami stoi.
Od Hieronima przez syna jego Hieronima Sebastjana, dalej przez Kaźmierza,Józefa, Michała, Porfirego, przeszły Olany w ręce Leona Ważyńskiego, wyratowane z pod konfiskaty 1831 r., dzięki temu tylko, że Michał Ważyński zapisał był w testamencie dobra swoje Olany nie synowi Porfiremu, jeno wnukom swoim Leonowi i Władysławowi (zmarłemu w młodym wieku). Konfiskacie uległ jedynie folwark olański Dynapol od Wańkowiczów przez Porfirego Ważyńskiego kupiony i rozparcelowany został między chłopów.

Link doSkarbek Ważyński Porfiry (Prześladowania)

» Pokaż wszystko     «Przegl. «1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 47» Dalej»     » Pokaz slajdów