Historie

» Pokaż wszystko     «Przegl. «1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 100» Dalej»     » Pokaz slajdów

Ksiądz kanonik Hipolit Bauer, proboszcz dzierzgowski



Źródło: Mazowiecki Głos Rolniczy

"Ś.p. ks. kan. Hipolit Bauer, proboszcz dzierzgowski

Zmarł d. 6 stycznia b. r. w Dzierzgowie, pow. przasnyskim, ks. kan. Hipolit Bauer, urodził się we wsi kościelnej Dąbrowie Wielkiej, pow. przasnyskim mazowieckim, w dzień św. Hipolita, 13 sierpnia 1865 r., jako syn Michała Bauera, stolarza, i starszej od męża Katarzyny z Knyżewskich.
Proboszczem w par. dąbrowskiej, wtedy blisko 5-ciotysięcznej, był od niepamiętnych lat ks. Jan Sieczkowski, ka. hon. Sejneński, jubilat, urodzony 1785 r., jeszcze za króla Stanisława Poniatowskiego, wikarym zaś od przeszło 20 lat był młodszy odeń ks. Tomasz Knyżewski, podlasiak, ur. 1817 r., wuj Hipolita Bauera. Po śmierci 93-letniego proboszcza ks. wikary został 1878 r. jego następcą i umarł w Dąbrowie w 1887 r., gdy siostrzan jego kończył seminarium.
Wszystko tam w one czasy tchnęło starodawną polską, katolicką tradycją wśród rojowiska drobnej szlachty, osiadłej od pół tysiąca lat w dorzeczach Bugu, Broku, Broczku i Śliny. Była to istna kuźnica księży i innych zawodów, wymagających nauki umysłowej. Gdy ks. Bauer, kończył Seminarium płockie, w 1888 r. jego parafia dąbrowska liczyła przeszło 30 kapłanów w różnych stronach Polski, którzy z niej wyszli.
Starodawnym był zwłaszcza drewniany kościół w Dąbrowie, zbudowany jeszcze 1677 r., niedługo po pierwszych Szwedach. Pochylony był, zgarbił się, w ziemię wrastał, jak jego starowieczny proboszcz, ksiądz jubilat Sieczkowski, i jego nie młoda też podpora, ks. wikary Knyżewski. Aż gdy obu święta ziemia podlaska przytuliła, nastał ksiądz młody, energiczny, Józef Ciszewski, i w 1887-1888 r. stanął w Dąbrowie Wielkiej kościół nowy, murowany, o 2 wieżach, w stylu romańskim, podług planów budowniczego Dziekońskiego.
Ojciec odumarł Hipcia dosyć wcześnie. Zaopiekował się nim wuj, ks. wikary Knyżewski, brat matki. 8-letni chłopak, po krótkiej nauce w domu, wyjechał do Warszawy, do krewnych, a gdy przeszedł tam szkołę początkową¹), wuj w 1875 r. umieścił go gimnazjum rządowym w Kaliszu pod dyrekcją A. Sawickiego. Uzyskawszy świadectwo 4-kasowe i pozwolenie matki-wdowy, wstąpił w 1882 r., po złożeniu egzaminów konkursowych, do Seminarium Duchownego w Płocku, gdzie wicerektorem i profesorem był wtedy ks. Aleks. Zaremba, z tamtych drobnoszlacheckich okolic, z parafii rosochackiej, rodak, mąż uczony i znany pisarz, kapłan wielkiej wiedzy i świętobliwości.
Ukończywszy, po wyświęceniu na diakona, w 1887 r. Seminarium, gdy do święceń kapłańskich brak był jeszcze lat, poszedł na wikarego do Poremby, pod kierownictwo ks. Michała Jabłonowskiego, też podlasiaka, z powiatu drohickiego. Ten, pasterzując w Porembie, wśród kurpiów nadbużańskich, naprzód od r. 1870 jako wikary u ks. Józefa Sieczkowskiego, brata ks. Jana Sieczkowskiego z Dąbrowy Wielkiej, a potem od r. 1876 do 1916 r. jako proboszcz, nie tylko odnowił zupełnie jej stan materialny, wystawił bowiem 1880 r. kościół, plebanię, i inne budowle, ale i stan moralny ludu, rozproszonego wśród lasów. Nie wiele miał pracy młody bez święceń kapłańskich wikary, poza kazaniami, katechizacją dzieci, pisaniem aktów, chyba to, że patrząc na świat Boży i ludzi młodymi oczyma, pogodnie, wesoło i pełen miłego humoru, podziwiał proboszcza w jego budownictwie, uczył się odeń gorliwości kapłańskiej, doglądał pasieki pszczelnej i zajadał smakowite bekasy, które obaj upolowali w ówczesnych lasach. Z Poremby wyniósł żyłkę do pszczelarstwa, popieranego wtedy przez "Przegląd Katolicki". Piękną potem miał pasiekę w Dzierzgowie.
Wyświęcony na kapłana 29 grudnia 1888 r. w Płocku przez biskupa Henryka Kossowskiego, odprawił prymicję w starym jeszcze kościółku w Dąbrowie, bo nowy miał niewykończone wnętrze, pożegnał Porembę i poszedł na drugiego wikarego na Kurpie, do Kadzidła, gdzie od r. 1872 pasterzował, jakoby książę duchowy tego ludu religijnego wśród borów i piasków, ks. prałat Konstanty Rejchel (zmarł tam 1900 r.), kapłan światły, dobry, gorliwy, prawdziwy misjonarz kurpiowski, twórca w 1883 r. wspaniałej murowanej świątyni kadzidleńskiej, której obydwie wieże sięgają swym wzrokiem dalekich krańców obszernej parafii. Właśnie niedawno, 1887 r., pokonsekrował ją uroczyście biskup Henryk Kossowski²).
Przeszło 4 lata trwała dobra szkoła kadzidleńska, pod kierunkiem seniora – duszpasterza, prałata Rejchla, niegdyś wzorowego prefekta szkół płockich. Wywarła ona wpływ dodatni na wrażliwą duszę podlaską księdza Bauera. Nadto suche okolice kurpiowskie, troskliwa opieka na plebanii, duże ruchy wśród pracy na 9-tysięcznej parafii, bardzo wtedy rozległej, wyleczyły również i szczyty płucne, które, pomimo potężnej budowy ciała ks. Bauera, zagrożone były.
Jaką miłością otaczali Kurpie młodego księżulka, świadczą choćby te, nieudolne wprawdzie co do formy, ale serdeczne wierszyki, które lud ten, tak przedziwnie śpiewny, zmyślny do tworzenia wierszy na poczekaniu, złożył mu na imieniny. dn. 13 sierpnia:
"Tknięci w dniu tym radością,
wikarego naszego uroczystością,
upadamy przed tronem Najwyższego,
by dlań uprosić życia najdłuższego.
Niech się głos nasz w niebo wznosi
i u Boga to wyprosi,
by cię nadal, ojcze miły,
błogosławił, wzmacniał siły,
łaską swą cię udarował,
od złych przygód zawarował.
Przewielebny duszpasterzu,
szczery Boskich łask szafarzu,
składamy z serc naszych dzięki
za dar ducha i szczodrej ręki,
za pilną opiekę nad nami
i nad naszemi dziatkami.
Wielebny i zacny Kapłanie,
racz nam odpuścić, prosimy pokornie,
cośmy kiedy przeciw tobie zawinili,
lub, żeśmy twej dobrej nauki nie szanowali.
Życzemy ci wszystkiego dobrego,
szczęścia i zdrowia najlepszego.
Niechaj ci raczy Pan Bóg błogosławić,a po śmierci miej wieczne królowanie,
z świętym Hipolitem Boga wychwalanie."


Tak umocniony duchowo i cieleśnie, bogaty doświadczeniem dwóch kapłanów, miłośników Kościoła, dbałych o lud sobie powierzony, o ład wzorowy i porządek, kapłanów – budowniczych niemal na pustkowiach, wśród biednych piasków, idzie dn. 26 kwietnia 1892 r. młody ks. Hipolit na rektora kościoła poreformackiego w Żurominie, w pow. mławskim. Był tam do 17 paźdz. 1893 r. A co przez półtora roku zrobił, niech mówi za mnie świadek naoczny z Płocka sprzed 45 lat, przezacny prałat Feliks Motyliński ("jak honor kocham"), który taką korespondencję umieścił w n-rze 36, Przeglądy Kat. z d. 7 września 1893 r., str 572:,
"Rok zaledwie upłynął, jak przybył do Żuromina ks. Hipolit Bauer, a zmiany w kościele są tak widoczne, jakby już lat kilka gorliwa ręka naprawiała to, co ząb czasu zniszczył. Aparaty stare, wyrzucone na strychy, na pokarm molom, na gniazda szczurom i myszom, dziś odnowione są ozdobą kościoła. Kielichy, puszki, pateny, relikwiarze i t.p. Połamane, porozrzucane, dziś naprawione, odświeżone, pochowane w oddzielnych, umyślnie na to sprawianych, futerałach, stanowią cenne nabytki starej sztuki. Ks. Bauer nie zapomniał i o chórze kościelnym... Zbiera chłopców na nauki i przy pomocy miejscowego organisty ćwiczy ich w śpiewie kościelnym".
Takim był ksiądz Hipolit Bauer podówczas i takim do ostatka pozostał, zacny, miły, uprzejmy, gorliwy, pracowity, dbały o dobro parafii, żarliwy o sprawę Bożą, uczynny, sąsiedzki, gościnny, zdobywca serc ludzkich, sam chodzące dobre serce i brat łata, ale poważny i w skromności swej dostojny kapłan.
Takim był wszędzie, czy potem w Żurominku Kapitulnym pod Mławą (1893-1905), czy w Staroźrebach (1905-1908), czy przez 20 lat (1908-1928) w Drobinie, czy w ciągu ostatnich lat dziesięciu (1928-1938) w Dzierzgowie. Nie dziw przeto, że szanowano go i kochano. Kiedy np. w 1905 r. wychodził z Żurominka Kapitulnego do Staroźreb, parafianie udali się do biskupa Wnukowskiego z prośbą, by pozostawił im ukochanego przewodnika dusz ich księdza Bauera, który nie szczędził sił dla ich dobra, był dla nich prawdziwym ojcem, opiekunem i pocieszycielem, opuszczony ich drewniany kościółek odnowił, pięknie przyozdobił, ład i porządek zaprowadził wszędzie.
W Drobinie zastała go wielka wojna i związane z nią nowe zadania i troski pasterskie, a potem przyszła oswobodzona Polska, i znowu liczne nowe prace, nowe organizacje, nowe potrzeby. Dwoił się, troił, cieszył się, on podlasiak – patriota, że w wyśnionej wolnej Polsce pracować pozwolił mu Bóg; posłuszny wezwaniu Ojca św. i swego Biskupa, bierze się z zapałem do Akcji Kat. Ale siły wyczerpały się już, ciężko było samemu.
5 marca 1928 r. otrzymał probostwo z wikariatem w Dzierzgowie. I jakby się odmłodził przy młodych pomocnikach swoich. Nie należał do owych skąpców duchowych, co wszystko kutwią do ostatka, co zazdrośni o władzę swą, wciąż powtarzają: Ja rządzę, ja płacę, ja robię... Sam niegdyś, młodym będąc, przeszedł piękny okres kapłańskiego entuzjazmu pod kierunkiem dobrych kapłanów – seniorów. W Dzierzgowie pracował dłużej z dwoma młodymi kapłanami pomocnikami: w latach 1929-1933 z ks. Stan. Morawskim, potem proboszczem w Kamienicy, a w latach 1933-1938 z ks. Romualdem Zawistowskim. Z nim rozwinął,b. Szeroką pracę religijną i społeczną. On, starszy, dawał swą powagę, doświadczenie, swoje serce ojcowskie, swój balsam w trudnościach, oni, młodzi entuzjaści, wnosili swój zapał dla sprawy Bożej, swoją energię, oni poruszali wody, łamali trudności, on łagodził spory, hamował, co się zbyt rozpędziło. A wszystko ku większej chwale Boga, na pożytek Kościoła i Ojczyzny miłej. Nie obce mu było żadne nazwisko w parafii, chociaż sam na schyłku życia nie mógł brać szerszego udziału w jej życiu społecznym. Nie dziw przeto, iż taka współpraca, taka szlachetna radość starego z zapału i działalności młodych wydały piękne owoce: duchowe w życiu religijnym i społecznym parafii dzierzgowskiej, w organizacjach Akcji Katolickiej, w rozkrzewieniu czytelnictwa; owoce materialne w odnowieniu i pomalowaniu starodawnego kościoła, w pięknych ogrodzeniach przy plebanii, w wspaniałym parkanie naokoło cmentarza grzebalnego.
We wzajemnym szacunku i zaufaniu, wśród niekłamanego poważania i nieudanej miłości płynęły ostatnie lata pracy duszpasterskiej seniora dekanatu przasnyskiego.
10 lipca 1931 r., z okazji swego jubileuszu kapłańskiego, J.E. Ks. Arcybiskup Dr. Ant. Nowowiejski obdarzył ks. Hipolita Bauera kanonią honorową pułtuską.
Dn. 6 stycznia, w uroczystość Trzech Króli, zakończył doczesny swój żywot. Umierał pięknie, jako ten, który zawodu swego na Bożej arenie dokonał. Bijąc się w piersi, powtarzał: "Teraz puszczasz, Panie, sługę swego pokoju!"
A pogrzeb jego był olbrzymią manifestacją dla czcigodnego kapelana zarówno ze strony 28 kapłanów – współbraci z J.E. Ks. Biskupem Leonem Wetmańskim, jak i ze strony olbrzymich rzesz wiernych, pomimo zasp i zawiei śnieżnych"
Autor: Tomasz Ogończyk

¹) Czy istniała podówczas w Dąbrowie Wielkiej szkoła początkowa, nie wiem. Tradycja przechowała nazwisko p. Trzaski, który prowadził szkołę powiatową w Wysokiem Mazowieckim. Trzaskał co sobota mocno zapisanych w notesie, ale uczyć umiał dobrze i kochał młodzież. Dawał podobno sobie radę nawet z 200 uczniami przy pomocy dziesiętników spośród zdolniejszych. Uczył i łaciny. Zdolniejszych przysposabiał do egzaminów z 4 klas gimnazjalnych. Z dumą opowiadał na starość, że spod ręki jego wyszło 60 księży, kilkunastu adwokatów, rejenci, lekarze, wielu urzędników. Warto, by ktoś zajął się tym pionierem kultury w dawnej ziemi drohickiej.

²)Piękny życiorys ks. prał. Konst. Rejchla, tego opiekuńczego króla – ducha Puszczy Kurpiowskiej, skreślił przed 43 laty prałat Roch Filochowski w Przeglądzie Kat. 1895 r., str. 601 i n., portret zaś jego na tle sylwetek kościoła, sosen puszczańskich i grup kurpiowskich podał Tygodnik Illustrowany 1895. II. s. 92.


» Pokaż wszystko     «Przegl. «1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 100» Dalej»     » Pokaz slajdów